kosciol a nauka

Ciemne średniowiecze? Nieistniejąca wtedy nauka? Rozkwit wiedzy dopiero w czasach Oświecenia? Trudno wymyślić większe nonsensy. Kto nie słyszał legendy o hamowaniu nauki przez Kościół, torturach Inkwizycji “za naukę”, czy rzekomym prześladowaniu Galileusza i Kopernika za wspieranie heliocentryzmu? A kto sprawdził w źródłach naukowych, jak faktycznie było? Zobaczmy.

Z jakiegoś powodu w powszechnym mniemaniu Kościół liczy się z nauką dopiero od czasów Galileusza, kiedy to rzekomo nastąpił pierwszy wielki przełom ukazujący “niezgodność Biblii ze stanem faktycznym”. Ten nonsens trzeba raz na zawsze odkłamać, a najlepszym na to sposobem jest przedstawienie początków spójnej i zinstytucjonalizowanej nauki w Europie, którą zawdzięczamy nikomu innemu, jak tylko Kościołowi.

Jeśli interesuje Cię tekst o micie Galileusza i Kopernika, przeczytaj ten tekst:
Czy Kościół dręczył Kopernika i Galileusza?

Zapraszam więc do pierwszego artykułu z serii “Nauka i Kościół”. W tym tekście poznamy stosunek Kościoła do naukowych odkryć i poznawania świata w pierwszych wiekach jego istnienia, dowiemy się jak powstawała “popularna nauka” i edukacja dostępna dla szerokich kręgów społeczeństwa oraz zastanowimy, jak to się stało, że właśnie w Europie Zachodniej nauka i uniwersytet stały się pełnoprawnymi instytucjami, zamiast wyłącznie przedmiotem osobistych zainteresowań niektórych ludzi.
 

Podejście do nauki w II i III wieku naszej ery

Aby zobaczyć, jak naprawdę wyglądał stosunek Kościoła do nauki, warto cofnąć się daleko wstecz. Okazuje się, że już w II i III wieku był on jak najbardziej pozytywny, bo chrześcijaństwo otwarte na nawracanie pogan z zasady uznawało, że jako stworzenia Boże także są oni w stanie rozumem i myślą docierać do prawdy. Jednoznacznie pokazuje to Edward Grant, historyk nauki, w swej książce “Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej” na stronie 18:

Klemens Aleksandryjski (ok 150 – ok 215) i jego uczeń Orygenes (ok 185 – 254) w swych doniosłych wystąpieniach stworzyli podwaliny dla postawy, którą będą potem naśladować inni: oto filozofia grecka nie jest sama w sobie dobra ani zła, wszystko bowiem zależy od tego, jaki użytek zrobią z niej chrześcijanie. Aczkolwiek poeci i filozofowie greccy nie zostali bezpośrednio oświeceni przez Boga, zostali jednak obdarzeni przyrodzonym rozumem, zmierzali więc ku prawdzie.

Tak więc twierdzenia o “przełomie” w tej kwestii przy okazji Galileusza są o ok. 1300 lat spóźnione. Opisałem to także w artykule, do którego linkuję wyżej. Jeśli interesuje Cię kwestia różnych “prześladowań” jakie przypisuje się Inkwizycji, koniecznie zainteresuj się niewielką, ale bardzo treściwą i podpartą źródłami książką “W obronie Świętej Inkwizycji”, od której sam zaczynałem przygodę z tą tematyką (kliknij obrazek by przejść do strony z książką):

kościół a nauka
 

Skoro tak nienawidzą nauki, to dlaczego sami ją rozwijali i wykorzystywali jej osiągnięcia?

W czasie, gdy Kościół osiągnął pełny triumf w końcu IV wieku, mógł wystąpić przeciwko pogańskiej nauce greckiej i przede wszystkim filozofii, ale nie zrobił tego. Dlaczego, skoro rzekomo tak strasznie nienawidził nauki? W tamtym czasie, mając wsparcie ogromnego imperium, z łatwością mógł Kościół wypalić pogańskie księgi pod płaszczykiem herezji, zabobonu, czy jakkolwiek to nazwiemy. Nic takiego się jednak nie stało. Ba, z filozofii greckiej (Arystoteles) wykluły się dzieła jednego z najwspanialszych myślicieli wszechczasów – św Tomasza z Akwinu.

Mówi się wiele o paleniu ksiąg, ale nie dodaje się, że palono księgi heretyków, czyli dotyczących przeinaczonej “teologii”, wywrotowe pisma, pornografię i podobne. Teraz z uzależnienia od porno wykluwają się pedofile, gwałciciele i długoletni pacjenci psychoterapeutów. Na moje oko, warto było to palić, ale może głupi jestem.
 

IV wiek, triumf Kościoła i… jego pierwsze kroki w rozwoju nauki

Bazyli Wielki, w II połowie IV wieku stworzył “podręcznik” dla swoich uczniów, w którym radził, jak czytać, rozumieć i wykorzystywać pisma pogańskich filozofów – zwał się on “Mowa do młodzieńców, jak mogą odnieść pożytek z czytania książek pogańskich”.

Mimo, że z oczywistych względów nauka nie jest priorytetem chrześcijaństwa, ani żadnej innej religii, katolicyzm nie działał na zasadzie egipskiego elityzmu intelektualnego i nie zachowywał całej wiedzy dla “kasty kapłańskiej”. Wręcz przeciwnie. Znane wszystkim (mam nadzieję) są jezuickie początki edukacji podstawowej i wyższej w Europie, natomiast nie jest to bynajmniej wszystko, co Kościół robił w tej materii dla najniższych stanów.

Ten sam św. Bazyli (IV w) stworzył komentarz do Księgi Rodzaju (głównie stworzenia świata), który w zamyśle miał być wygłaszany w kościołach i który zawierał podstawy dostępnej wówczas wiedzy o wszechświecie po to, aby każdy przychodzący na nabożeństwo mógł poznać nie tylko treść objawioną, ale także lepiej ją rozumieć. Oczywiście, była to wiedza zupełnie inna niż współcześnie i ludzie ci nie mieli dostępu do faktycznych badań, jakie znamy dziś. Sprawa pokazuje jednak, jakim nonsensem jest oskarżanie o odrzucanie i przemilczanie wyników obserwacji świata, które przecież mogłyby być niezgodne z zapisem biblijnym.

Co ciekawe, Bazyli w swoich dziełach zawsze zwracał uwagę na sens i cele istnienia i działania wszystkiego, co stworzone przez Boga. Już wtedy twierdził, że prawa wszechświata muszą być racjonalne, bo nic co istnieje nie istnieje bez powodu, funkcji, celu itp, a więc da się je także poznać i zrozumieć bez odwoływania się za każdym razem do regułki “Bóg tak chce, więc tak jest” obecnej m.in. w islamie.

Św Augustyn, jeden z najbardziej znanych świętych katolickich również był w dużej mierze racjonalistą. Rozumiał, że wiara i rozum stanowią dwa skrzydła, na których człowiek może wznieść się do Boga, a więc poznawać prawdę. Opowiadał się za studiowaniem sztuk wyzwolonych, w tym nauk – geometrii, arytmetyki, astronomii i muzyki – włączonych w tradycyjne quadrivium.
 

Pierwsze programy nauczania dzięki Kościołowi

Gwiazda św Augustyna nie gaśnie bynajmniej po tym, jak omówimy jego racjonalistyczne podejście do wykorzystywania rzetelnej dostępnej wiedzy niezależnie od źródła. Okazuje się bowiem, że najobszerniejszym programem studiów w Europie do końca X wieku był program stworzony właśnie przez Augustyna (354-430r) w celu racjonalnej i zgodnej z prawami tego świata analizy Biblii. Został on nakreślony w dziele “De doctrina christiana” i obejmował wiedzę o:

  • roślinach;
  • zwierzętach;
  • symbolice liczb;
  • rozumieniu ruchów ciał niebieskich;
  • harmonii muzyki;

Aby wnioski z badań można było przedstawić innym, studenci uczący się według tego programu uczeni byli także retoryki, czyli sztuki pięknej i zrozumiałej wymowy (nie mylić z manipulacyjną erystyką). Z tego programu wywodziły się późniejsze programy studiów tzw. rewolucji naukowej XIII wieku, która zrodziła m.in. św Tomasza i umożliwiła kolejną rewolucję naukową wieku XVII.

Z kolei późniejsze programy nauczania, metody robienia notatek, przyswajania i przekazywania wiedzy odkrywali benedyktyńscy mnisi, którym już w X wieku nakazano regularne czytanie i naukę. Każdy mnich miał obowiązek czytać minimum jedną książkę rocznie. Statystyka pokazuje, że to tyle, co współczesny Polak, mimo iż książek nie przepisuje się już latami i nie kosztują tyle, co mała wioska. Co więcej, musieli oni analizować treść tych książek, robić z nich notatki i dzielić się wzajemnie spostrzeżeniami.

Reguła benedyktyńska opierała się głównie na fizycznej pracy i modlitwie, a mimo to benedyktyni obowiązani byli do przeznaczania na naukę ok. 4 godzin dziennie, czyli połowę przeciętnego czasu spędzonego przez licealistę w szkole. Efektem tych prywatnych studiów było tzw. florilegium, czyli zbiór wypisów z książek powstający podczas czytania i nauki. Tego typu metody uczenia się i zbierania informacji stały się (wg Richarda Southerna i książki “Kształtowanie średniowiecza”) podstawą do wypracowania metod badawczych późniejszego scholastycyzmu.
 

Nie byłoby żadnej edukacji powszechnej, gdyby nie katoliccy duchowni

Mit hamowania nauki i rozwoju intelektualnego przez średniowieczny kler burzy sam fakt powstania czegoś takiego, jak szkoła. Na dużą skalę pierwsze tego typu projekty powstawały po chrystianizacji danego plemienia/narodu i były tworzone przy kościołach. Karol Wielki (768-814) właśnie katolickim duchownym zalecał utworzenie szkół przy WSZYSTKICH katedrach i klasztorach.

Podstawowe programy nauczania, które były stosowane w szkołach kościelnych średniowiecza zawierały się w tzw. quadrivium. Były to cztery nauki matematyczne – arytmetyka, geometria, astronomia i muzyka, a ostateczną formę stosowaną w szkołach nadali im właśnie katoliccy encyklopedyści. Najbardziej znanym z nich był św Izydor z Sewilli wraz ze swoim dziełem “Etymologiae”. Edward Grant w “Średniowiecznych podstawach…” bez wątpliwości twierdzi, że to właśnie tym katolickim encyklopedystom zawdzięczamy coś, co dziś nazwane byłoby “nauką popularną”, a bez nich utracilibyśmy całą wiedzę, jaką udało się zachować z popiołów cywilizacji klasycznej.

Aroganckie oskarżenia o tworzenie przez Kościół szkół “wyłącznie dla elity”, w których kształcić mogli się tylko zamożni lub przypadkiem odkryci przez jakiegoś proboszcza także jest bez sensu, ponieważ szkolnictwo zawsze było dla elit do momentu, w którym przeciętny człowiek z najniższej warstwy społecznej przestał być uwiązany na swojej roli, by w ogóle móc przeżyć z jej owoców. Co ciekawe, dr Jan Przybył jasno tłumaczy, że w średniowieczu więcej było chłopów wykształconych z inicjatywy i za pieniądze możnych i duchownych, niż w okresach późniejszych, rzekomo oświeconych:


 

Mit podporządkowania wszystkiego teologii

Popularne wyobrażenie średniowiecznej nauki sugeruje, że ktokolwiek potrafił pisać i czytać, ten zajmował się tylko przepisywaniem książek teologicznych, Biblii i dopisywaniem swoich komentarzy na temat “ilości diabłów na główce od szpilki”. To kolejna bzdura.

Wbrew temu przekonaniu, uczeni średniowieczni respektowali i za konieczny uznawali podział na nauki teologiczne i filozofię przyrody (która swoją drogą stała się podstawą nauki, jaką znamy dziś). Jak pisze wspominany już Edward Grant w swej innej książce “God and reason in the middle ages”, od filozofów po prostu oczekiwano oddzielenia tych spraw od siebie i nie było uznawane za “naukowe” tłumaczenie wszystkiego wolą Bożą, przypadkiem, interwencją anioła/demona itp.

Przykładowo, uczony Albert Wielki, nauczyciel św Tomasza z Akwinu, odmówił stworzenia dzieła wyjaśniającego znane ówcześnie prawa fizyki, ponieważ zauważył, że proszący go o to uczniowie oczekiwali, iż połączy on teologiczne i naukowe wyjaśnienie w jeden spójny traktat. Zgodnie z opisaną wyżej zasadą odmówił więc.

Przez uczonych katolickich w czasach średniowiecza uznawana była możliwość racjonalnego poznania świata za sprawą obserwacji i badań, ponieważ już w 11 rozdziale Księgi Mądrości zapisano, iż Bóg “wszystko stworzył według miary, liczby i wagi”. Z kolei w 42 rozdziale Mądrości Syracha czytamy, że “ustawił w pięknym porządku wszelkie dzieła swej mądrości”. Jeśli więc wszystko, co stworzone dało się zmierzyć, policzyć i zbadać, faktyczne interwencje Boskie były bardzo rzadkimi przypadkami, których słusznie nie brano pod uwagę w poszukiwaniach wyjaśnienia praw natury.

Zasada autonomii nauk przyrodniczych jest w Kościele respektowana praktycznie od zawsze, a potwierdzona po raz kolejny także przez ostatni Sobór w dokumencie Gaudium et spes:

 

Jeśli przez autonomię w sprawach ziemskich rozumiemy to, że rzeczy stworzone i społeczności ludzkie cieszą się własnymi prawami i wartościami, które człowiek ma stopniowo poznawać, przyjmować i porządkować, to tak rozumianej autonomii należy się domagać; nie tylko bowiem domagają się jej ludzie naszych czasów, ale odpowiada ona także woli Stwórcy. Wszystkie rzeczy bowiem z samego faktu, że są stworzone, mają własną trwałość, prawdziwość, dobroć i równocześnie własne prawa i porządek, które człowiek winien uszanować, uznawszy właściwe metody poszczególnych nauk czy sztuk. Dlatego też badanie metodyczne we wszystkich dyscyplinach naukowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze, sprawy bowiem świeckie i sprawy wiary wywodzą swój początek od tego samego Boga. Owszem, kto pokornie i wytrwale usiłuje zbadać tajniki rzeczy, prowadzony jest niejako, choć nieświadomie, ręką Boga, który wszystko utrzymując sprawia, że rzeczy są tym, czym są. Dlatego niechaj wolno będzie wyrazić ubolewanie nad niektórymi postawami umysłowymi, jakich dawniej na skutek nie dość jasno rozumianej słusznej autonomii nauk nie brakowało także między samymi chrześcijanami, a które wywoławszy waśnie i spory doprowadziły umysłu wielu do przeciwstawienia wiary i wiedzy.

 

Jak katolickie dogmaty pozwoliły stworzyć naukę i dlaczego nie pozwoliły na to wartości innych kultur

Skoro już poruszyliśmy temat wpływu zapisów biblijnych na stosunek Kościoła do nauki, warto zastanowić się także, jak cała dogmatyka katolicka wpływała na fakt powstania uniwersytetu i profesji naukowych w Europie Zachodniej oraz dlaczego nie powstały one w innych kulturach. Rzadko czyta się o namacalnym wpływie dogmatów tej, czy innej religii na świat materialny, społeczeństwa, politykę, ponieważ antywartości obowiązujące w obecnym społeczeństwie Zachodu (tolerancja, hedonizm, socjalizm, ateizm, etc) prowadzą do bardzo łatwo zauważalnej ruiny.

Jeśli jednak spojrzymy na historię nauki, w dogmatach różnych religii i wartościach reprezentowanych przez różne kultury możemy zauważyć cechy umożliwiające lub blokujące jej powstanie i rozwój. Ojciec Stanley Jaki, utytułowany historyk o stopniu doktora teologii i fizyki opisuje ten temat dość szczegółowo z racji swojego wykształcenia.

W książce “Science and creation”, o. Jaki podjął się opisania wpływu dogmatów i wartości na technologię i naukę w siedmiu wielkich kulturach:

  • arabskiej
  • babilońskiej
  • chińskiej
  • egipskiej
  • greckiej
  • hinduskiej
  • majańskiej

Okazuje się, że w kulturach tych nauka “cierpiała z powodu komplikacji przy porodzie”. Główną przeszkodą była wiara tamtych ludzi w niepoznawalne lub boskie powody istnienia i działania elementów wszechświata. Nie była w nich obecna także wiara w Stwórcę, który stworzył świat według określonych i poznawalnych zasad dostępnych ludzkiemu poznaniu. W pogańskich wierzeniach stałym elementem jest bowiem przebłagiwanie bóstw, wróżby mające na celu odkrycie rzekomo zdefiniowanej już przyszłości, wpływanie na wydarzenia za pomocą magii i “magicznych” przedmiotów, czy rytuałów.

W wierzeniach animistycznych starożytnych kultur przypisywano duszę roślinom i zwierzętom, a nawet minerałom i żywiołom, co sprawiło, iż uznawano ich “wolną wolę” pozwalającą im zachowywać się w dowolny, niesystematyczny sposób. Upatrywanie we wszystkim istot żywych i świadomie, na bieżąco decydujących o własnym “postępowaniu” odcinało te kultury od możliwości ich systematycznego poznawania. Zainteresowanym i znającym angielski polecam książki “Science was born in christianity” (książka napisana na podstawie jego dzieł, ale nie przez niego) oraz “Science and Creation” jako rozszerzenie tego tematu.

Potężnym kontrastem dla tego typu wierzeń jest wiara katolicka, która boskość widzi wyłącznie w Trójcy Świętej. Odrzucenie panteizmu i wiary w świadomość wszystkiego, co żywe pozwoliła spojrzeć na świat “według miary, liczby i wagi”, bezosobowo, racjonalnie. Warto mieć to na uwadze w kontekście faktu, iż w wielu kulturach rozwijała się cywilizacja, technologie, czy kultura, jednak tylko katolicyzm w Europie Zachodniej był w stanie stworzyć cywilizację ze scentralizowaną nauką i uniwersytetami, które później “eksportowano” na resztę świata.

 
 

Bibliografia i źródła:

„Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej” Edward Grant s 15-34 (rozdział 1)
„Jak Kościół katolicki zbudował zachodnią cywilizację” Thomas E. Woods s 75 – 125 (rozdział „Kościół a nauka”)
„Science Was Born of Christianity: The Teaching of Fr. Stanley L. Jaki” Stacy Trasancos
“Science and Creation” S. Jaki
“God and reason in the middle ages” Edward Grant
Gaudum et spes

Share: